poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział I

Rozdział I
Na grzybobraniu, czyli dlaczego hobbity kochają pieczarki.
Mówią, że w straszliwych czasach, dzieją się straszliwe rzeczy.
Mówią też, że Księżyc jest zrobiony z sera.
Historia ta, choć opowiada o mrocznych, niepewnych czasach, wcale nie zaczęła się jakiegoś specjalnie wyróżniającego się dnia. (Jak to zwykle, przecież bywa) Z drugiej strony – może ta opowieść, wcale nie jest o mroku i niepewności, lecz o nadziei, przyjaźni, odwadze i oczywista - nie mogło zabraknąć  zwykłych, zwyczajnych wydarzeń. Chociaż może, właśnie to jedno zwykłe zdarzenie, które wydarzyło się, jednego zwykłego dnia, sprawiło, że losy wszystkich mieszkańców Śródziemia stanęły pod znakiem zapytania.
Był to 22 września – jeden z trzech dni podczas, których całymi swoimi myślami byłem pochłonięty jedną sprawą – grzybobraniem. (To oficjalna wersja. Nieoficjalnie była jeszcze jedna sprawa o, której cały czas myślałem. )Tradycją mieszkańców Shire, było wrześniowe grzybobranie, czy też raczej pieczarkobranie. Bo tylko te grzyby, hobbity < wiecie taka nowa forma odmiany owego rzeczownika > znają I kochają.
Istnieje o tym nawet legenda. Opowiada ona o czasach niewyobrażalnie odległych. Kiedy to na ziemiach Śródziemia pojawili się pierwsi hobbici. Po coś tam wędrowali – po co nie wiem nie słuchałem dokładnie. I pewnego dnia podczas przeprawy nad rzeką – stracili cały swój prowiant. A, że to była jesień próżno było szukać jakichkolwiek owoców. Przez kilka dni wędrowali bez jedzenia. W końcu, w środku lasu, głód, który ich opanował był nie do zniesienia. Zatrzymali się I upadli tam gdzie stali. Lecz wtedy jeden z nich znalazł pod drzewem “las grzybów” - jak się potem okazało pieczarek. Od tamtego czasu hobbity wierzą, że każda zebrana pieczarka to jeden szczęśliwy dzień. Analogicznie <widzicie jakich mądrych słów używam?> zebranie jednego muchomora równa się jeden pechowy dzień.
Z teorią, że każdy grzybek równa się jeden szczęśliwy dzień muszę się zgodzić. Albowiem po grzybobraniu, zawsze przychodzi czas na “sezon zupy grzybowej”Najlepsza takowa  znajduje się w gospodzie „Pod Mrocznym Pegazem”, jest ona ulubioną potrawą nie tylko hobbitów, ale też i zagranicznych przybyszy. Uwielbiam grzybową zupę. Wiem to bardzo dziwne, tak bardzo kochać zupę. Tak zwariowałem, zbzikowałem I najlepiej to by było mnie teraz zabić, ale powiem Wam coś w sekrecie:Tylko fani zupy grzybowej są coś warci!
(Audycja zawierała lokowanie produktu)
Zbliżała się pora obiadu. Czułem to, całym sobą. Głodny, hobbit to zły hobbit. 
Słońce było już w zenicie. Na niebie było tylko kilka chmurek. Wszyscy hobbici, którzy przybyli tu razem z nami, zebrali się na niewielkiej polanie. Zaczęto rozpalać ogniska.(Zazwyczaj przy każdym takowym było z trzech - czterech hobbitów ) Ja zaś – udałem się do mych przyjaciół. Jeden z nich – najmłodszy z naszej paczki -  Tyson, który był moim kuzynem - jednostka bardzo osobliwa. Urodził się ślepy na jedno oko. Niektórzy uważają, że jest on trochę < a nawet bardzo> pokręcony. Ale cóż, czynić? To mój kuzyn, a członków rodziny się nie wybiera, nawet jeśli w tej właśnie chwili podśpiewuje sobie jakąś kołysankę. Obok niego siedział Grover, który gdy tylko przyszedłem, wstał I zaczął mnie wypytywać, czemu mnie tak długo nie było i co takiego robiłem. Stojący niedaleko Nico, który swoją drogą był bardzo osobliwym hobbitem. Uwielbiał cień i samotność, i nie lubił zupy grzybowej! Ale było w nim coś co kazało mi się z nim trzymać. Przeczucie czy coś. Może współczucie. W najgorszym przypadku przeznaczenie.
- No, więc Percy, co takiego robiłeś? - spytał po raz kolejny Grover. - Z pewnością nie zbierałeś grzybów. - dodał patrząc na mój koszyk.
Powód był tylko jeden – Ona. Mówi się, że to elfy są najpiękniejszymi istotami na świecie, ale przy niej, to one wyglądają jak ja z rana. Co prawda nigdy nie widziałem elfów, ale ona... Ona była jak dżem w naleśnikach, mojej mamy. Jak zupa grzybowa.
To nie zabrzmiało zbyt romantycznie. Ale ludziki, ja hobbit, nie żaden poeta. Chociaż może kiedyś... Napiszę balladę o Zupie Grzybowej. Albo o Jej cudnych oczach.
- Percy, błagam. Ostatnio kiedy się zakochałeś, to o mały włos, a byłbyś martwy. Mam ci przypomnieć? Skoczył byś z klifu, tylko po to by zdobyć trzy zakichane kwiatki, które gęsto rosły na polanie 2 metry dalej.- mruknął Grover, odgadując moje myśli. - Mówię ci to się skończy tragicznie.
Bez przesady. - odparłem, po czym machnąłem lekceważąco ręką. Usiadłem koło niego I spytałem:Co dziś na obiad?
O hobbitowych obiadach mógłbym opowiadać całymi dniami .O tych, które odbywają się podczas grzybobrania nie ma sensu opowiadać, bo jeden taki obiad to wydarzenie, godne własnej książki. Wynika to z tego, że w jednym miejscu pojawiają się hobbici z całego Shire. I wybuchają niezłe kłótnie ( “On ukradł mi grzyba”, “Nie to był on”, Albo:”Co ty z tymi grzybami zrobiłeś?”, “Pamiętam cię! To twoja babcia, zjadła kapcia mojemu dziadkowi 200 lat temu podczas grzybobrania.” ) Oczywista, gdyby obiady polegały tylko na kłóceniu się – nikt by na nie nie przychodził, albowiem poza tym szczegółem, cała reszta jest wspaniała. Starsi hobbici opowiadają niesamowite historie. Młodsi – w tym Grover – śpiewali I grali na instrumentach ( mój ziomek robił to drugie – grał na piszczałkach ) Podczas długiego, naprawdę długiego, nawet jak na hobbity obiadu, złożonego z naprawdę wielu potraw, udało mi się Nią porozmawiać. To było wtedy, gdy po raz kolejny ją zobaczyłem, zauważyłem, że pożycza innym sztuczce. Podszedłem do niej.
- Percy, uważaj na siebie – powiedział Grover, który na chwilę przerwał swój koncert.
- Luzik – arbuzik. Nic mi nie będzie. - odparłem I ruszyłem przed siebie.
Stanąłem za nią I klepnąłem ją w ramię. Chyba trochę za mocno. Sztuczce wypadły jej z rąk.
- Pomogę pozbierać. - oznajmiłem I dodałem. - Ładny widelec, Percy jestem. A ty?
Hobbitka chwyciła owy widelec w dłoń I pomachała mi nim przed oczami<oczyma?>. Jaka ona jest ładna.
- Zaraz twoja ładna główka przypadkiem się w niego wbije. - zagroziła I dodała. - Annabeth. Annabeth Chase z Hobbitonu.
- To dlatego cię nigdy wcześniej nie spotkałem! - wykrzyknąłem.-Bo wiesz ja jestem z Nad Rzeki. Zapraszamy na ryby.
- Nie dzięki.... Chyba, że będę musiała. - odparła. Wiedziałem! Te szczury lądowe, w życiu nie pójdą nad wodę! Ech, ale czemuż mi to robisz, najdroższa?
- Ej, czemu? - spytałem ze smutkiem.
- Grover wspomniał, że ponoć ślinisz się przez sen. - odpowiedziała I poszła sobie, zostawiając mnie z “ładnym widelcem”
- Zabiję cię Grover. Zabiję. - mruknąłem I udałem się w stronę naszego ogniska.
Gdy dotarłem nie zastałem ani Grovera ani Nica. Wraz z Tynsonem, który właśnie kończył gasić nasze ognisko, przepakowałem grzyby do innego koszyka, I samotnie ruszyłem, w stronę lasu. Szedłem do przodu, nie zważając na nic. Czułem potrzebę, "iścia"< czy jak to się mówi, pamiętajcie, ja jestem tylko hobbitem > do przodu. Potrzebowałem chwili wytchnienia. Kiedy wrócę do domu, wcale nie będzie tak kolorowo. Mama dalej będzie udawać, że jest szczęśliwa z moim ojczymem. A on będzie nami rządzić. Moje cudowne życie.
 Nawet nie zauważyłem, kiedy na niebie pojawił się nów księżyca. Noc robiła się coraz ciemniejsza.Tam u góry, widać było coraz więcej gwiazd, tylko one wraz z niewielką częścią księżyca, oświetlały otoczenie. Rozejrzałem się wokoło. Wszędzie drzewa. Przecież jesteś w lesie, durniu. Ale one wyglądały przerażająco.Jakby chciał mnie zaatakować. Wysokie na kilkadziesiąt metrów. A ja taki niziutki. Poczułem jak chłód zamraża me policzki, a także i serce. Straciłem zdolność rozsądnego myślenia.Czułem się taki samotny. To będzie mój koniec.
- Czyżby mały hobbit się zgubił? Gollum. Gollum. Nie ładnie tak ssssameu w lesie hassać. Gollum.- powiedział ktoś za mną. Gdy się odwróciłem – to coś było na mnie.
To coś miało wielkie niebieskie oczy, który błyszczały nieopisanym szaleństwem., dwa rude włosy na środku głowy I było strasznie chude. Leżało na mnie I zaczęło gryźć mój bark. Wbiło się bardzo mocno. Czułem jak krew spływa po moim ciele. To uczucie mnie osłabiło. Strach ogarniał mnie coraz bardziej. Zostanę zjedzony, przez to dziwne coś. Idealna śmierć. Ostatkami siły zacząłem to coś kopać na oślep, lecz ono dalej mnie gryzło. Przypomniało mi się jak kiedyś mój ojczym kupił sobie psa... Na myśl o ojczymie zrobiło mi się nie dobrze I zebrałem wszystkie siły by trafić go w brzuch. Z ból, wydał dziwny okrzyk I zemdlał. Szybko go zrzuciłem go z siebie. Obym, go tylko nie zabił. Walka z tym czymś, choć było mniejsze, strasznie mnie osłabiła. Zmęczony położyłem się na twardej I nie równej ściółce .Rozłożyłem ręce I nagle – moja prawa dłoń dotknęła czegoś, co wcale w dotyku nie przypomniało darów natury. Usłyszałem, że cosiek, który mnie zaatakował zaczyna się budzić. Schowałem to coś do kieszeni I pobiegłem w stronę, z której przyszedłem. Słyszałem, że to coś biegnie za mną. Po kilku minutach, nie miałem już sił. Zdyszany I spocony usiadłem pod drzewem. I wtedy coś w głowie zaszeptało mi, abym sprawdził, co takiego jest w mej kieszeni. Gdy to wyjąłem zobaczyłem złoty pierścień. Niby wyglądał jak zwyczajna obrączka, ale nie miał żadnych rys. Był idealny. Nałożyłem go na palec. I wtedy pojawiło się to coś. Nawoływało:Złodziej!Ukradł ssskarb!Ukradli sssskarb!
Krążył wokół drzewa, lecz zachowywał się tak jakby mnie nie widział. Gdy ono stwierdziło:Złodzieja tu nie ma sssskarbie.
Uznałem, że to wystarczający dowód na to, że naprawdę mnie nie widział.Niesamowite. Wałęsał się jeszcze chwilę po okolicy. A gdy odszedł, poczekałem jeszcze kilka minut. Siedziałem tak – niewidzialny dla świata, zaspany, spocony, głodny I spragniony. Serio wolałbym znaleźć się w ciepłym domku. Tylko pierw tylko trzeba go znaleźć. Wstałem I poszedłem przed siebie. Potem skręciłem trochę w lewo. Zamknąłem oczy I przez chwilę szedłem na oślep. Oczywista skończyło się to spotkaniem twarzą w twarz z drzewem. Otarłem czoło I wytężyłem słuch. Ktoś mnie woła! Ta myśl dodała mi wigoru. Nawoływanie nie ustawało, a ja podążałem za głosem. I gdy znalazłem się na drodze, ujrzałem Annabeth. Ta o dziwo, dalej wołała:Percy, durniu, gdzie ty jesteś?!
O co tu chodzi? Ja chce znów być widzialny! Pierścień zaczął mi ciążyć, więc postanowiłem go zdjąć. Annabeth podskoczyła.
- Percy, to już drugi raz w tym samym dniu, kiedy mnie straszysz. To nie jest śmieszne. - powiedziała I spytała mierząc mnie podejrzliwym wzrokiem nr 5 mojej mamy. - Co ty robiłeś?-
- Zbierałem grzyby. - odparłem. Nie byłem w nastroju do rozmowy. Byłem zmęczony. Bardzo. Bardzo zmęczony. Ona tego jednak nie rozumiała I przez całą drogę szła przede mną, gadając o jakiś wieżach. Fascynujące.
W końcu znaleźliśmy się na polanie. Zrobiło mi się smutno, ponieważ moich przyjaciół odnalazłem przy naszym ognisku. Grover I Tyson uczyli się jakieś nowej piosenki. A Nico dokładał do ognia. A więc mnie nie szukali. I tak nagle sobie przypomniałem:jutro miał być ostatni dzień trzydniowego grzybobrania. Zabawne, że ja nie zebrałem jeszcze jednego. Po kolacji większość udała się na spoczynek – w tym Tyson I Nico. Zaś niewielka grupka ciekawskich hobbitów została przy największym ognisku I zaczęła słuchać opowieści starych hobbitów. Wiedziałem, że te obiadowe historie różnią się od tych nocnych. Te drugie były straszniejsze. I prawdziwsze. Stary Rich Jackson – wujek mojej matki I jedyny w rodzinie, który odważył się opuścić Shire – zaczął opowiadać najbardziej absurdalną historię jaką słyszałem w, której jeden hobbit utopił drugiego tylko po to, by otrzymać cenny pierścień. Potem wszyscy się rozeszli uznając, że takie wydarzenia nie mogły się nigdy zdarzyć, w końcu my hobbity to miłe stworzonka. Położyłem się pomiędzy chrapiącym Tysonem, a wyglądającym jak martwy Nico. Otuliłem się kocem I zasnąłem.
Nigdy. Nigdy, przez nigdy nie miałem tak strasznego snu. Widziałem Wielkie Oko. Nawet nie wiem skąd przyszła mi ta nazwa. Czułem, że tak chciał by to coś nazywać. Wyglądało jakby cały czas płonęło. A czarna źrenica wnikliwie się na mnie patrzyła. Zdawała się mówić:Próżne twe wysiłki... I tak cię znajdę! Później w mojej głowie rozległ się nie opisywalny krzyk. Czułem, że to coś przeszukuje moją pamięć. Pierwsze spotkanie z Nico. Ojczym, który poniżał moją matkę. Mama kiedy robi z Grovera moją niańkę.Niebieskie naleśniki. I wreszcie znalazł to czego szukał, to czego szukał, powtórzył to tylko raz, jakby to miało być ostrzeżenie – Shire, Nad wodą. Cieszył się, że znalazł informację, której potrzebował. Sparaliżowany nie mogłem się obudzić. Czułem jak pierścień, założony na serdecznym palcu prawej dłoni (nawet nie wiem kiedy go założyłem) palił I ściskał mój palec. Ból promieniował na całe ciało.
To był jedyny taki pierścień. Jego Pierścień. A ja go ukradłem.
__________________________________
Jeśli chodzi o pomysł z pieczarkami, to wcale nie jest tak wielka inwencja twórcza, otóż Toliken też wspomina o tym, że hobbity pieczarki lubiom xD
Mam nadzieję, że komuś się to spodobało - kolejny rozdział za tydzień.
Czy tylko mnie to bawi? :D



Kłania się nisko 
KAszmirowa

1 komentarz:

  1. Zaczęłam się śmiać, ale moje płuca mnie zgasiły :<
    Geniusz, serio. Jeśli dalej będziesz lecieć takimi porównaniami (elfy jak Persiak z rana <3) You like a boss.
    Annabeth, jak możesz??? Wsadź jej ten "ładny widelec" wiesz gdzie...
    Jutro zrobię ten nagłówek, a kiedy będzie notka, to ja nie wiem.

    Pozdrawiam i życzę weny,
    Ad, córka pewnego zjeba z lirą...

    OdpowiedzUsuń