Rozdział I
Na grzybobraniu, czyli dlaczego hobbity
kochają pieczarki.
Mówią, że w straszliwych
czasach, dzieją się straszliwe rzeczy.
Mówią też, że Księżyc jest
zrobiony z sera.
Historia ta, choć opowiada o
mrocznych, niepewnych czasach, wcale nie zaczęła się jakiegoś
specjalnie wyróżniającego się dnia. (Jak to zwykle, przecież bywa) Z drugiej strony –
może ta opowieść, wcale nie jest o mroku i niepewności, lecz o
nadziei, przyjaźni, odwadze i oczywista - nie mogło zabraknąć zwykłych, zwyczajnych wydarzeń. Chociaż może, właśnie
to jedno zwykłe zdarzenie, które wydarzyło się, jednego
zwykłego dnia, sprawiło, że losy wszystkich mieszkańców
Śródziemia stanęły pod znakiem zapytania.
Był to 22 września – jeden z
trzech dni podczas, których całymi swoimi myślami byłem
pochłonięty jedną sprawą – grzybobraniem. (To oficjalna wersja.
Nieoficjalnie była jeszcze jedna sprawa o, której cały czas myślałem.
)Tradycją mieszkańców Shire, było wrześniowe grzybobranie,
czy też raczej pieczarkobranie. Bo tylko te grzyby, hobbity <
wiecie taka nowa forma odmiany owego rzeczownika > znają I
kochają.
Istnieje o tym nawet legenda.
Opowiada ona o czasach niewyobrażalnie odległych. Kiedy to na ziemiach
Śródziemia pojawili się pierwsi hobbici. Po coś tam
wędrowali – po co nie wiem nie słuchałem dokładnie. I pewnego
dnia podczas przeprawy nad rzeką – stracili cały swój
prowiant. A, że to była jesień próżno było szukać
jakichkolwiek owoców. Przez kilka dni wędrowali bez jedzenia.
W końcu, w środku lasu, głód, który ich opanował
był nie do zniesienia. Zatrzymali się I upadli tam gdzie stali. Lecz
wtedy jeden z nich znalazł pod drzewem “las grzybów” -
jak się potem okazało pieczarek. Od tamtego czasu hobbity wierzą,
że każda zebrana pieczarka to jeden szczęśliwy dzień.
Analogicznie <widzicie jakich mądrych słów używam?>
zebranie jednego muchomora równa się jeden pechowy dzień.
Z teorią, że każdy grzybek równa
się jeden szczęśliwy dzień muszę się zgodzić. Albowiem po
grzybobraniu, zawsze przychodzi czas na “sezon zupy
grzybowej”Najlepsza takowa znajduje się w gospodzie „Pod Mrocznym Pegazem”, jest ona
ulubioną potrawą nie tylko hobbitów, ale też i
zagranicznych przybyszy. Uwielbiam grzybową zupę. Wiem to bardzo dziwne, tak bardzo
kochać zupę. Tak zwariowałem, zbzikowałem I najlepiej to by było
mnie teraz zabić, ale powiem Wam coś w sekrecie:Tylko fani zupy
grzybowej są coś warci!
(Audycja zawierała lokowanie
produktu)
Zbliżała się pora obiadu. Czułem to, całym sobą. Głodny, hobbit to zły hobbit.
Słońce
było już w zenicie. Na niebie było tylko kilka chmurek. Wszyscy
hobbici, którzy przybyli tu razem z nami, zebrali się na
niewielkiej polanie. Zaczęto rozpalać ogniska.(Zazwyczaj przy każdym takowym było z trzech - czterech hobbitów ) Ja zaś – udałem
się do mych przyjaciół. Jeden z nich – najmłodszy z naszej paczki - Tyson,
który był moim kuzynem - jednostka
bardzo osobliwa. Urodził się ślepy na jedno oko. Niektórzy
uważają, że jest on trochę < a nawet bardzo> pokręcony.
Ale cóż, czynić? To mój kuzyn, a członków
rodziny się nie wybiera, nawet jeśli w tej właśnie chwili
podśpiewuje sobie jakąś kołysankę. Obok niego siedział Grover,
który gdy tylko przyszedłem, wstał I zaczął mnie wypytywać, czemu mnie tak długo nie było i co takiego robiłem.
Stojący niedaleko Nico, który swoją drogą był bardzo
osobliwym hobbitem. Uwielbiał cień i samotność, i nie lubił zupy
grzybowej! Ale było w nim coś co kazało mi się z nim trzymać.
Przeczucie czy coś. Może współczucie. W najgorszym przypadku przeznaczenie.
- No, więc Percy, co takiego
robiłeś? - spytał po raz kolejny Grover. - Z pewnością nie
zbierałeś grzybów. - dodał patrząc na mój koszyk.
Powód był tylko jeden – Ona.
Mówi się, że to elfy są najpiękniejszymi istotami na
świecie, ale przy niej, to one wyglądają jak ja z rana. Co prawda nigdy nie widziałem elfów, ale
ona... Ona była jak dżem w naleśnikach, mojej mamy. Jak zupa
grzybowa.
To nie zabrzmiało zbyt romantycznie.
Ale ludziki, ja hobbit, nie żaden poeta. Chociaż może kiedyś...
Napiszę balladę o Zupie Grzybowej. Albo o Jej cudnych oczach.
- Percy, błagam. Ostatnio kiedy się
zakochałeś, to o mały włos, a byłbyś martwy. Mam ci przypomnieć? Skoczył byś z klifu, tylko po to by zdobyć trzy zakichane kwiatki, które gęsto rosły na polanie 2 metry dalej.- mruknął Grover, odgadując moje myśli. -
Mówię ci to się skończy tragicznie.Bez przesady. - odparłem, po czym machnąłem lekceważąco ręką. Usiadłem koło niego I spytałem:Co dziś na obiad?
O hobbitowych obiadach mógłbym
opowiadać całymi dniami .O tych, które odbywają się
podczas grzybobrania nie ma sensu opowiadać, bo jeden taki obiad to
wydarzenie, godne własnej książki. Wynika to z tego, że w jednym
miejscu pojawiają się hobbici z całego Shire. I wybuchają niezłe
kłótnie ( “On ukradł mi grzyba”, “Nie to był on”,
Albo:”Co ty z tymi grzybami zrobiłeś?”, “Pamiętam cię! To
twoja babcia, zjadła kapcia mojemu dziadkowi 200 lat temu podczas
grzybobrania.” ) Oczywista, gdyby obiady polegały tylko na
kłóceniu się – nikt by na nie nie przychodził, albowiem
poza tym szczegółem, cała reszta jest wspaniała. Starsi
hobbici opowiadają niesamowite historie. Młodsi – w tym Grover –
śpiewali I grali na instrumentach ( mój ziomek robił to
drugie – grał na piszczałkach ) Podczas długiego, naprawdę
długiego, nawet jak na hobbity obiadu, złożonego z naprawdę wielu
potraw, udało mi się Nią porozmawiać. To było wtedy, gdy po
raz kolejny ją zobaczyłem, zauważyłem, że pożycza innym
sztuczce. Podszedłem do niej.
- Percy, uważaj na siebie –
powiedział Grover, który na chwilę przerwał swój
koncert.- Luzik – arbuzik. Nic mi nie będzie. - odparłem I ruszyłem przed siebie.
Stanąłem za nią I klepnąłem ją w
ramię. Chyba trochę za mocno. Sztuczce wypadły jej z rąk.
- Pomogę pozbierać. - oznajmiłem
I dodałem. - Ładny widelec, Percy jestem. A ty?
Hobbitka chwyciła owy widelec w dłoń
I pomachała mi nim przed oczami<oczyma?>. Jaka ona jest ładna.
- Zaraz twoja ładna główka
przypadkiem się w niego wbije. - zagroziła I dodała. - Annabeth.
Annabeth Chase z Hobbitonu.- To dlatego cię nigdy wcześniej nie spotkałem! - wykrzyknąłem.-Bo wiesz ja jestem z Nad Rzeki. Zapraszamy na ryby.
- Nie dzięki.... Chyba, że będę musiała. - odparła. Wiedziałem! Te szczury lądowe, w życiu nie pójdą nad wodę! Ech, ale czemuż mi to robisz, najdroższa?
- Ej, czemu? - spytałem ze smutkiem.
- Grover wspomniał, że ponoć ślinisz się przez sen. - odpowiedziała I poszła sobie, zostawiając mnie z “ładnym widelcem”
- Zabiję cię Grover. Zabiję. - mruknąłem I udałem się w stronę naszego ogniska.
Gdy dotarłem nie zastałem ani
Grovera ani Nica. Wraz z Tynsonem, który właśnie kończył
gasić nasze ognisko, przepakowałem grzyby do innego koszyka, I samotnie ruszyłem, w stronę lasu. Szedłem do przodu,
nie zważając na nic. Czułem potrzebę, "iścia"< czy jak to się
mówi, pamiętajcie, ja jestem tylko hobbitem > do przodu. Potrzebowałem chwili wytchnienia. Kiedy wrócę do domu, wcale nie będzie tak kolorowo. Mama dalej będzie udawać, że jest szczęśliwa z moim ojczymem. A on będzie nami rządzić. Moje cudowne życie.
Nawet nie zauważyłem, kiedy na niebie pojawił się nów
księżyca. Noc robiła się coraz ciemniejsza.Tam u góry,
widać było coraz więcej gwiazd, tylko one wraz z niewielką częścią księżyca, oświetlały otoczenie. Rozejrzałem się wokoło.
Wszędzie drzewa. Przecież jesteś w lesie, durniu. Ale one
wyglądały przerażająco.Jakby chciał mnie zaatakować. Wysokie na kilkadziesiąt metrów.
A ja taki niziutki. Poczułem jak chłód zamraża me policzki, a także i serce. Straciłem zdolność rozsądnego myślenia.Czułem się taki samotny. To będzie mój koniec.
- Czyżby mały hobbit się zgubił?
Gollum. Gollum. Nie ładnie tak ssssameu w lesie hassać. Gollum.-
powiedział ktoś za mną. Gdy się odwróciłem – to coś
było na mnie.
To coś miało wielkie niebieskie
oczy, który błyszczały nieopisanym szaleństwem., dwa rude
włosy na środku głowy I było strasznie chude. Leżało na mnie I
zaczęło gryźć mój bark. Wbiło się bardzo mocno. Czułem
jak krew spływa po moim ciele. To uczucie mnie osłabiło. Strach
ogarniał mnie coraz bardziej. Zostanę zjedzony, przez to dziwne
coś. Idealna śmierć. Ostatkami siły zacząłem to coś kopać na
oślep, lecz ono dalej mnie gryzło. Przypomniało mi się jak kiedyś
mój ojczym kupił sobie psa... Na myśl o ojczymie zrobiło mi
się nie dobrze I zebrałem wszystkie siły by trafić go w brzuch.
Z ból, wydał dziwny okrzyk I zemdlał. Szybko go zrzuciłem
go z siebie. Obym, go tylko nie zabił. Walka z tym czymś, choć
było mniejsze, strasznie mnie osłabiła. Zmęczony położyłem się
na twardej I nie równej ściółce .Rozłożyłem ręce
I nagle – moja prawa dłoń dotknęła czegoś, co wcale w dotyku
nie przypomniało darów natury. Usłyszałem, że cosiek,
który mnie zaatakował zaczyna się budzić. Schowałem to coś
do kieszeni I pobiegłem w stronę, z której przyszedłem.
Słyszałem, że to coś biegnie za mną. Po kilku minutach, nie
miałem już sił. Zdyszany I spocony usiadłem pod drzewem. I wtedy
coś w głowie zaszeptało mi, abym sprawdził, co takiego jest w mej
kieszeni. Gdy to wyjąłem zobaczyłem złoty pierścień. Niby
wyglądał jak zwyczajna obrączka, ale nie miał żadnych rys. Był
idealny. Nałożyłem go na palec. I wtedy pojawiło się to coś.
Nawoływało:Złodziej!Ukradł ssskarb!Ukradli sssskarb!
Krążył wokół drzewa, lecz
zachowywał się tak jakby mnie nie widział. Gdy ono
stwierdziło:Złodzieja tu nie ma sssskarbie.
Uznałem, że to wystarczający dowód
na to, że naprawdę mnie nie widział.Niesamowite. Wałęsał się
jeszcze chwilę po okolicy. A gdy odszedł, poczekałem jeszcze kilka
minut. Siedziałem tak – niewidzialny dla świata, zaspany,
spocony, głodny I spragniony. Serio wolałbym znaleźć się w
ciepłym domku. Tylko pierw tylko trzeba go znaleźć. Wstałem I
poszedłem przed siebie. Potem skręciłem trochę w lewo. Zamknąłem
oczy I przez chwilę szedłem na oślep. Oczywista skończyło się
to spotkaniem twarzą w twarz z drzewem. Otarłem czoło I wytężyłem
słuch. Ktoś mnie woła! Ta myśl dodała mi wigoru. Nawoływanie
nie ustawało, a ja podążałem za głosem. I gdy znalazłem się
na drodze, ujrzałem Annabeth. Ta o dziwo, dalej wołała:Percy,
durniu, gdzie ty jesteś?!
O co tu chodzi? Ja chce znów być
widzialny! Pierścień zaczął mi ciążyć, więc postanowiłem go
zdjąć. Annabeth podskoczyła.
- Percy, to już drugi raz w tym samym
dniu, kiedy mnie straszysz. To nie jest śmieszne. - powiedziała I
spytała mierząc mnie podejrzliwym wzrokiem nr 5 mojej mamy. - Co
ty robiłeś?-
- Zbierałem grzyby. - odparłem.
Nie byłem w nastroju do rozmowy. Byłem zmęczony. Bardzo. Bardzo
zmęczony. Ona tego jednak nie rozumiała I przez całą drogę szła
przede mną, gadając o jakiś wieżach. Fascynujące.
W końcu znaleźliśmy się na
polanie. Zrobiło mi się smutno, ponieważ moich przyjaciół
odnalazłem przy naszym ognisku. Grover I Tyson uczyli się jakieś
nowej piosenki. A Nico dokładał do ognia. A więc mnie nie szukali.
I tak nagle sobie przypomniałem:jutro miał być ostatni dzień
trzydniowego grzybobrania. Zabawne, że ja nie zebrałem jeszcze
jednego. Po kolacji większość udała się na spoczynek – w tym
Tyson I Nico. Zaś niewielka grupka ciekawskich hobbitów
została przy największym ognisku I zaczęła słuchać opowieści
starych hobbitów. Wiedziałem, że te obiadowe historie różnią
się od tych nocnych. Te drugie były straszniejsze. I prawdziwsze.
Stary Rich Jackson – wujek mojej matki I jedyny w rodzinie, który
odważył się opuścić Shire – zaczął opowiadać najbardziej
absurdalną historię jaką słyszałem w, której jeden hobbit
utopił drugiego tylko po to, by otrzymać cenny pierścień. Potem
wszyscy się rozeszli uznając, że takie wydarzenia nie mogły się
nigdy zdarzyć, w końcu my hobbity to miłe stworzonka. Położyłem
się pomiędzy chrapiącym Tysonem, a wyglądającym jak martwy Nico.
Otuliłem się kocem I zasnąłem.
Nigdy. Nigdy, przez nigdy nie miałem
tak strasznego snu. Widziałem Wielkie Oko. Nawet nie wiem skąd
przyszła mi ta nazwa. Czułem, że tak chciał by to coś nazywać.
Wyglądało jakby cały czas płonęło. A czarna źrenica wnikliwie
się na mnie patrzyła. Zdawała się mówić:Próżne
twe wysiłki... I tak cię znajdę! Później w mojej głowie
rozległ się nie opisywalny krzyk. Czułem, że to coś przeszukuje
moją pamięć. Pierwsze spotkanie z Nico. Ojczym, który
poniżał moją matkę. Mama kiedy robi z Grovera moją
niańkę.Niebieskie naleśniki. I wreszcie znalazł to czego szukał,
to czego szukał, powtórzył to tylko raz, jakby to miało być ostrzeżenie – Shire, Nad wodą. Cieszył się,
że znalazł informację, której potrzebował. Sparaliżowany
nie mogłem się obudzić. Czułem jak pierścień, założony na
serdecznym palcu prawej dłoni (nawet nie wiem kiedy go założyłem)
palił I ściskał mój palec. Ból promieniował na całe
ciało.
To był jedyny taki pierścień. Jego
Pierścień. A ja go ukradłem.
__________________________________
Jeśli chodzi o pomysł z pieczarkami, to wcale nie jest tak wielka inwencja twórcza, otóż Toliken też wspomina o tym, że hobbity pieczarki lubiom xD
Mam nadzieję, że komuś się to spodobało - kolejny rozdział za tydzień.
![]() |
| Czy tylko mnie to bawi? :D |
Kłania się nisko
KAszmirowa

Zaczęłam się śmiać, ale moje płuca mnie zgasiły :<
OdpowiedzUsuńGeniusz, serio. Jeśli dalej będziesz lecieć takimi porównaniami (elfy jak Persiak z rana <3) You like a boss.
Annabeth, jak możesz??? Wsadź jej ten "ładny widelec" wiesz gdzie...
Jutro zrobię ten nagłówek, a kiedy będzie notka, to ja nie wiem.
Pozdrawiam i życzę weny,
Ad, córka pewnego zjeba z lirą...